Uczelnia czy przestępcza organizacja?

Posty: 1
Dołączył(a): 2014-10-25, 15:45

Uczelnia czy przestępcza organizacja?

Postprzez Uniu » 2014-10-25, 16:34

Opisuję tu sprawę, jaka toczy się od kilku lat pomiędzy mną a bandycką sforą na Uniwersytecie Warszawskim, łamiącą prawo ustawowe i orzeczenie WSA. Posługującą się kłamstwem i brudnym językiem manipulacji, wykorzystującą mafijne powiązania aby szkodzić zwykłemu studentowi, którego w brutalny, bezwzględny sposób pozbawiono prawa do ukończenia studiów.

Rozpoczęłam studia międzywydziałowe ( MISMaP ) na Uniwersytecie Warszawskim, 5-letnie magisterskie. Do III roku uczelnia nie stwarzała mi żadnych problemów na studiach. Są to studia łączące kilka wydziałów, na których studiowanie odbywa się według tworzonych przez studentów własnych programów. Zgodnie z regulaminem, w całym okresie moich studiów były to jednolite studia 5-letnie na wszystkich kierunkach prowadzonych przez partycypujące wydziały ( cytat z regulaminu ). Ze względu na indywidualne zasady studiów ( własny plan i program studiów - co jest zgodne z formułą prawną tych studiów ) - na III roku przystąpiłam do pracy magisterskiej. Ustaliłam promotora i temat pracy na W. Biologii.

Promotor dr Jan Ch. z Zakładu Ekologii Roślin i Ochrony Przyrody nie przystąpił ze mną do pracy przez cały rok akademicki. Zwlekał, odkładał termin rozpoczęcia za każdym razem kiedy się do niego zgłosiłam i wyznaczał mi nowy. Tłumaczył to pogodą, nieodpowiednimi warunkami w terenie ( bowiem praca miała być oparta o badania terenowe ), swoim urlopem a następnie chorobą. Chorobę podał już w trakcie wakacji, kiedy był ostatni dzwonek na wykonanie zajęć. Mimo jego tłumaczenia odwiedziłam zakład i zastałam w nim promotora nie wykazującego oznak choroby. Wówczas zapytany o termin zajęć odparł "no teraz nie". Jak to wygląda w świetle obowiązków pracowników dydaktycznych? No tak, że kwalifikowało go do zwolnienia, bo było to ich rażącym niedopełnieniem, choćby z tego względu, że : posłużył się kłamstwem i wziął pieniądze za prowadzenie zajęć, które miałam wpisane do programu.

Roku oczywiście nie zaliczyłam, uzyskałam urlop zdrowotny jedynie dzięki temu, że wcześniej miałam tego rodzaju urlopy i mogłam wykazać kontynuację leczenia. De facto urlop taki nie byłby mi potrzebny, zostałam do tego zmuszona zachowaniem promotora.

W roku następnym w zakładzie zakomunikowano mi, że nie mogę wykonywać pracy magisterskiej. Usłyszałam, że obowiązują mnie studia licencjackie. W tym czasie odbywałam studia magisterskie, a uczelnia nie podjęła żadnych zmian w tym zakresie. Wydział Biologii już wcześniej wprowadził studia dwustopniowe ( nie na mocy ustawy, ale uchwały uczelni ), które nie dotyczyły studiów MISMaP. Studia te nadal pozostawały 5-letnimi, co potwierdził uchwalony później ich regulamin.

Przedstawiłam uzyskaną wcześniej decyzję dziekana W. Biologii ze zgodą na rozpoczęcie pracy magisterskiej na tym wydziale w ramach MISMaP. Ta sama dziekan wycofała się ze swojej decyzji jedynie w formie ustnej, nielegalnej i nie objętej żadnymi prawnymi procedurami regulującymi postępowanie uczelni w sprawach studenckich. Wszystko odbywało się poza jakimikolwiek prawnymi zasadami, "na gębę". "Nie może pani wykonywać pracy magisterskiej" - i tyle. Czy można zmusić pracownika dydaktycznego do prowadzenia pracy, mimo, że nakazuje to prawo i zasady studiów, jeżeli popiera go przełożony?

Wprowadzano mnie przy tym w błąd twierdząc, że wynika to z zasad studiów. Zasady takie nie zostały wprowadzone przez uczelnię, twierdzenia te nie miały odzwierciedlenia w żadnym akcie prawnym uczelni. Była to zwyczajna przemoc i nadużycia - student nie może przecież zmusić uczelni do odbywania z nim takich czy innych zajęć, nawet jeżeli są one przewidziane programem jego studiów. Takie działanie jakie miało miejsce w stosunku do mnie całkowicie spełnia klasyczne przesłanki działania mafijnego ( tj. zorganizowanej grupy przestępczej ). Jest to grupa ulokowana w legalnie działających strukturach, złożona z min. 3 osób, które wykorzystują posiadane możliwości do popełniania przestępstw. Co do tego nie ma wątpliwości - urzędnik działa albo na podstawie i w granicach prawa, albo popełnia przestępstwo. Dziekan, rektor, prorektor - to urzędnicy pełniący funkcję organów uczelni.

Zobligowano mnie do podjęcia warunków uzyskania licencjatu w toku studiów magisterskich. Byłam studentką studiów magisterskich, a w praktyce miałam wypełniać wymagania studiów licencjackich. Narzucono mi uzupełnienie różnic programowych, w tym pracy licencjackiej, które nijak miały się do mojego programu studiów. Nie pozwalały na wypełnienie wymagań programowych i nie prowadziły do ich ukończenia. Po tych machinacjach zostałam skreślona z listy studentów za "brak postępów w nauce". Nie podano przy tym w decyzji, jakie wymagania programowe mnie obowiązują i uzasadnienia, że ich nie wypełniłam, co jest elementarną podstawą każdej decyzji o skreśleniu. Za to podano urlopy i nie zaliczenie III roku, którego nie pozwolono mi zaliczyć, skoro nie mogłam zaliczyć ujętej w programie pracy magisterskiej ( są to zajęcia w konkretnej liczbie godzin ). Innymi słowy, skreślenie tłumaczono usprawiedliwionym przez uczelnię okresem minionym i formalnie uregulowanym.

Od decyzji odwołałam się do rektora. Rektor podtrzymał decyzję, przywołując w/w argumenty, w tym kłamstwa odnośnie dat zaliczenia przeze mnie poprzednich lat studiów. Pisałam o tym do rektora, wykazując błędy w stosunku do wpisów w indeksie. Bezskutecznie. Złożyłam skargę na decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa poświadczenia nieprawdy w dokumencie. Rektor uznał skargę przed WSA a względem fałszu w decyzji tłumaczył to "błędem pisarskim", czemu prokuratura dała wiarę.

W skardze zarzuciłam uczelni naruszenia prawa, w tym art. 257 ust. 4 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, mówiącemu, że studenci jednolitych studiów magisterskich, którzy rozpoczęli studia przed jej wejściem w życie mogą je ukończyć w tym trybie. Opisałam sytuację z promotorem i dalsze działania uczelni, polegające na narzucaniu mi programu i wymagań licencjackich i uniemożliwienie kontynuacji i ukończenia odbywanych studiów pięcioletnich, prowadzące do zatrzymania toku studiów i niemożności zaliczania kolejnych lat.

Po uznaniu skargi przez rektora, sąd potwierdził uznanie skargi i orzekł o umorzeniu postępowania z uwagi na spełnienie żądań skarżącego przez organ, który wydał zaskarżoną decyzję ( art. 54 par. 3 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi ). Na podstawie tego rozstrzygnięcia uczelnia powinna usunąć naruszenia prawa i doprowadzić do stanu wskazanego w skardze w miejsce zaskarżonej decyzji. rektor w praktyce ograniczył się do uchylenia decyzji i dalszego uniemożliwiania mi kontynuacji studiów. Nie zaliczono mi III roku, mimo, że W. Biologii odstąpił od narzucania mi wymagań licencjackich i zaliczyłam zajęcia w ramach pracy magisterskiej, spełniając tym samym wymagania programowe III roku.

Kierownik studiów nie zaliczył mi mimo to III roku, chociaż miałam już w tym momencie nadwyżkę wobec wymagań przewidzianych dla moich studiów. W ten sposób wykazał się zwykłą przemocą , poprzez działanie: mam władzę i mogę robić co chcę. Kto go zmusi fizycznie do dokonania właściwego wpisu w indeksie?

Mimo moich interwencji u rektora, w ministerstwie i innych instytucjach zajmujących się uczelniami, nie sposób wyegzekwować rozstrzygnięcia sądowoadministracyjnego, które z mocy prawa potwierdziło moje uprawnienia do ukończenia odbywanych studiów i naruszenia prawa na uczelni. Mało tego - rektor twierdzi, że to jemu sąd przyznał rację, choć własnoręcznie wydał decyzję o uznaniu mojej skargi. W takiej sytuacji sąd orzeka o umorzeniu postępowania, bo racje skarżącego zostają uznane w całości.

Co ciekawe, że kiedy próbowałam tą sprawą zainteresować prasę, na początku jest wola zajęcia się tematem a potem nagle kontakt się urywa. Takich mamy "niezależnych" dziennikarzy.

W Polsce mamy poważny problem z praworządnością. Organ administracji publicznej łamie prawo, sąd orzeka o uznaniu racji pokrzywdzonego - i na tym koniec. Organ dalej łamie prawo, pokrzywdzony doznaje dalszej szkody i żaden organ kontrolny nie nakazuje mu zastosowania się do zapadłego przed sądem orzeczenia. Polska to bagno, a nie państwo.

Doradca reklama
 
Posty: 652
Dołączył(a): Cz sty 05, 2009 8:29 am

Podpowiadam

ranking kont studenckich 2017
Posty: 3
Dołączył(a): 2014-12-08, 13:14

Re: Uczelnia czy przestępcza organizacja?

Postprzez brylek » 2014-12-08, 13:24

Włos się jeży, jedyne wyjście to złożenie pozwu do sądu, ale jeśli raz już to zrobiłaś, może zatoczyć się to samo błędne koło. Niemniej życzę powodzenia w walce o swoje!

Powrót do Opinie o uczelniach i szkołach



 


  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Wyświetlone
    Ostatni post

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość